Everything will become clear to you
Wokół niego eksplodowało światło. Odniósł wrażenie jakby unosił się w powietrzu, w momencie w którym ciepłe dłonie Harry'ego wędrowały po jego bokach, palce prześlizgały się po kręgach i końcowo zatrzymały się na plecach, przyciągając drobnego Lou do torsu Loczka. Chłopak wspiął się na palce i zacisnął ręce na jego karku, wpijając się w jego usta jeszcze mocniej.
Czuł je.
To te wargi zapamiętał. Miękkie i mięsiste, oddające każdy pocałunek z pasją, pieszczące wszystkie skrawki ciała, doskonale dopasowujące się do cieńszych ust Louisa.
Wiedział, że to kwestia czasu, zanim znów znikną i zostanie sam. Bo tak naprawdę nigdy nie uwierzył, że Harry rzeczywiście się tam znajdował. Ale ten czuły gest odblokował w nim wszelkie bariery i zmęczony tęsknotą chłopaczyna postanowił wreszcie oddać się chwili, nie myśląc o tym, co będzie potem, jutro, za miesiąc. Znów miał to, co zostało mu odebrane i nie widział sensu w dalszemu opieraniu się nieuniknionemu. Nawet jeżeli przyjdzie mu jeszcze bardziej cierpieć.
Pieszczota zdawała się kończyć, więc Lou odsunął od siebie towarzysza i zagłębił się w jego szmaragdowym spojrzeniu, które przeszyło go na wskroś. Zadrżał, gdy znów dojrzał znajomą czułość.
- Dotykam cię - wyszeptał, pomiędzy urywanymi, przyspieszonymi oddechami.
Żar pocałunku opadł, a na chłopaka wylała się tłumiona fala goryczy. Jego warga zadrżała, co nie umknęło uważnemu Stylesowi. Błyskawicznie uniósł twarz Tomlinsona tak, by wymusić na nim spojrzenie. Skazał się tym samym na obserwowanie, jak drżenie przeobraża się w ciche łkanie, a po czerwonych policzkach zaczyna spływać słona ciecz.
Starł łzy ustami.
- Co się stało, kochanie? - zapytał troskliwie, tuląc chłopaka opiekuńczo.
- Nie sądziłem, że to jeszcze kiedykolwiek nadejdzie - wychlipał Lou, chowając twarz w jego ramionach, które znów otoczyły go i dały dawne ukojenie.
Harry oparł brodę na głowie Lou i szeptając słowa pociechy, gładził delikatnymi ruchami jego plecy.
Nie mieli pojęcia, że kilka kroków dalej, zaraz za drzwiami stał przerażony Niall, przykładając dłonie do twarzy. Było gorzej niż myślał. Louis zwariował.
* * *
- Pozostał tylko tydzień.
- A więc czas najwyższy, by poznał prawdę.
* * *
Niall'owi brakowało słów na wyrażenie, jak przerażające wydawało mu się to, co usłyszał popołudniu. Zakopał się w bunkrze stworzonym z kołder, narzut i poduszek, przyciskając nos do chłodnej ściany. Jakże samotny czuł się wtedy blondyn, leżąc tam. Nie pamiętał już, kiedy ostatni raz był gdzieś ze znajomymi, kiedy wygłupiał się, jadł pizzę albo grał w bilard.
Sen umykał mu, był tuż tuż, ale poza zasięgiem. Instynkt nieubłaganie zmuszał go do zachowania czujności, jakby zaraz miało wydarzyć się coś okropnego.
Wyłączył telefon i zacisnął powieki. Louis wybierze się do lekarza. On sam tego dopilnuje.
* * *
Spał. Śnił. A może jednak był przytomny? Czy właśnie się obudził...? Nie mógł się zdecydować. Język przykleił mu się do podniebienia, suchego jak papier. Chciał oderwać twarz od wilgotnej poduszki, ale to wymagałoby siły. Leżał więc w samotności, starając się poczuć każdą komórkę własnego ciała, jednocześnie próbując zrozumieć, co dzieje się wewnątrz niego.
Uchylił oczy. Musiał powrócić do realnego świata, nawet jeśli nie był tak rzeczywisty, jakby chciał.
- Harry? - zawołał ochryple.
Natychmiast poczuł, jak jego wątłe ciało oplatają ramiona Harry'ego.
- Jestem tu - odrzekł ten ciepło.
- Źle się czuję - szepnął.
- Wiem. Ale musisz wstać, kochanie. Dziś twoja wizyta u lekarza - mruknął.
Boo westchnął przeciągle. Nawet to z niewiadomych powodów sprawiało mu ból. Wieczorem pokłócił się z Niall'em, który kazał mu wybrać się do lekarza. Podsłuchiwał. Lou nie wierzył, że blondyn byłby do tego zdolny, ale ten jednak zrobił to. Powiedział, że nie jest to normalne, a Louisowi potrzebna jest natychmiastowa kontrola specjalisty.
- Będę tam z tobą przez cały czas - zawołał radośnie Harry, chcąc jakby pocieszyć chłopaka. Znali się na tyle długo, że Tomlinson bez trudu dostrzegł smutek emanujący z jego oczu.
- Nie. Muszę to załatwić sam - wychrypiał - a ty pewnie i tak już znasz diagnozę.
- A więc dobrze - Curly przygarnął do siebie przyjaciela lekkim ruchem i pocałował go w czoło - Kocham cię. I nigdy nie kochałem bardziej. Nie martw się, szczęście jest blisko.
* * *
Zamknął za sobą drzwi. Chłopak nie rozumiał sam siebie. Dlaczego zabronił mu ze sobą iść? Tak bardzo męczył się w poczekalni. Tak bardzo bał się, że kiedy wróci do domu, Loczka już nie będzie, a jego rany otworzą się na nowo i po raz kolejny, od podstaw, będzie musiał przeżywać jego śmierć.
Znów czuł to dziwne zmęczenie. Teraz przynajmniej znał jego powód. Prawda była straszna. Jednak przyzwyczaił się do niej zbyt łatwo. Jakby w głębi duszy wiedział, że tak będzie. Bo przecież wiedział. Widzenie umarłych nie jest normalne.
Usiadł na ławeczce przed domem. Wciąż miewał takie dni, w których przysiadywanie tam było jedynym sposobem na radzenie sobie z problemami.
Harry niemal natychmiast pojawił się przy jego boku.
- Wcale cię tu nie ma - powiedział oschle Lou.
Ani się obejrzał, jak słone łzy, spływając wpierw powoli po jego policzkach, skapywały na beżowe spodnie.
- Ależ jestem.
Zaprzeczył. Chłopak chłonął całym ciałem każdy wydobywany przez niego dźwięk, bo brzmiał on tak szczerze.
- Umieram, Harry. Mam guza mózgu. Niemożliwe, byś był tu ze mną.
Curly kucnął przed nim, wsunął dłoń w jego ręce i delikatnym ruchem uniósł jego podbródek tak, aby ten na niego spojrzał.
- A nie pomyślałeś, że przyszedłem ci pomóc? Że ze wszystkich ludzi, którym miałbym pomóc, wybrałem ciebie?
Louis zamarł. Uchylił jedynie lekko spierzchnięte wargi w grymasie zdziwienia.
- Tak jest zawsze, słoneczko. Ze mną była babcia, wiesz? - w kącikach jego ust przybłąkał się delikatny uśmiech na to wspomnienie - Zaledwie na kilka sekund przed samym zdarzeniem. Podała mi rękę, a ja po prostu za nią poszedłem.
A więc tak to wyglądało.
Boo wybuchnął spazmatycznym szlochem. Wizja śmierci Harry'ego, nawet od tej cichej i spokojnej strony wywoływała u niego ciarki.
Raz za razem odgrywał w głowie wydarzenia z jego pogrzebu, aż przerodziły się w jeden, długi film, który można by podzielić na sceny i klatki.
- Louis? - usłyszał za sobą cichy głos Niall'a - Louis, co się stało?
Zamknął oczy i odetchnął delikatnym zapachem mrozu, który szczypał go w nosie.
To było pożegnanie.
Whatever's meant for you, you will find.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz